piątek, 23 listopada 2012

 ~2


 Nienawidzę mojego ojca. Dał mi szlaban, bo nazwałam dziwkę dziwką. Jest sobota, powinnam się szykować do wyjścia ze znajomymi, a nie siedzieć w domu i nic nie robić. Ale mam to gdzieś i wyjdę z domu robiąc im na złość.
Założyłam czarne cienkie rajstopy, krótką czarną spódnice, białą luźną bluzkę i moje ulubione buty na obcasie. Natapirował lekko włosy, się umalowałam i wyszłam przez okno.
Szłam ciemną ulicą w stronę domu mojej koleżanki, po drodze zahaczyłam o sklep i kupiłam fajki.
Kiedy doszłam, drzwi otworzył mi młodszy brat Alex, Bryan. Podkochuje się we mnie od kilku lat, niestety nie umawiam się z młodszymi braćmi moich przyjaciółek, z naciskiem na młodszymi. Miał blond grzywkę, duże niebieskie oczy i był nie zbyt wysoki. W butach na wysokim obcasie byłam od niego wyższa.
- Ja do Alex. - powiedziałam.
- Jest u siebie w pokoju. Wchodź.
Weszłam dość śmiało. Ich dom był niewielki, ale bardzo zadbany i jasny. Przeszłam szybko do pokoju Alex.
- Czy twój brat musi się na mnie tak gapić?
- Violet, co ty tu robisz?
- Przyszłam do Ciebie, kochanie. Ubieraj się wychodzimy.
Wstając popatrzyła na mnie pytająco. Sięgnęła do szafy po bardzo krótkie dżinsowe spodenki i bluzkę na ramiączka, która odsłaniała brzuch.
- Wyglądasz jak szmata. - mówiąc podeszłam do niej.
- Ty też.
Założyła swoje szpilki i poprawiła przez lustrem włosy.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się do niej słodko. Lubiłyśmy tak wyglądać. Przyciągałyśmy w ten sposób uwagę ludzi, a szczególnie głupich pijanych facetów z których uwielbiałyśmy się śmiać.
Poszłyśmy do jednego z najpopularniejszych barów w Los Angeles. Usiadłyśmy przy barze i zamówiłyśmy drinki.
- Nie mogę się upić, żeby nie stracić poczucia czasu.- zaczęłam.
- Czemu?
- Mam szlaban. Będę musiała wrócić zanim się obudzą.
Zapaliłyśmy papierosy.
- Nazwałam czarownice dziwką. - Alex wybuchła śmiechem. - Nienawidzę tej kurwy.
- Za dwa miesiące już jej nie będzie.
- No nie wiem, planuje zostać moją mamusią. - wytrzeszczyła oczy.
- Jak to? A jak będziesz miała rodzeństwo?
- Zawsze chciałam mieć brata...
- Nie wiem czy będzie ci się chciało słuchać jak ciągle ryczy. Ja tego nigdy nie mogłam znieść. A w dodatku moja matka jest znowu w ciąży.
Alex ma 4 rodzeństwa. Starszego brata, Bryana oraz  8 i 5 letnią siostrę.
- Niech już przestaną.
- To im to powiedz. - zaśmiałyśmy się obydwie. - Patrz! - wskazała na jakiegoś przechodzącego wysokiego chłopaka. - Fajny.
- Średni.
- Nie znasz się. - wzięła duży łyk swojego drinka i poszła w stronę tego faceta, który usiadł z trzema innymi.
Obserwowałam całą sytuacje. Coś do niego mówiła, okręcając sobie kosmyk włosa wokół palca. Po chwili odwróciła się w moją stronę i dała mi znak żebym do nich przyszła. Więc wzięłam do ręki swój napój i ruszyłam kręcąc biodrami.
- To jest właśnie moje koleżanka, Violet. - przedstawiła mnie Alex.
Z daleka nie zauważyłam, ale jednym z tych chłopaków, był Steven, który mnie zaczepił dziś rano.
- Ty jesteś tą dziewczyną. - powiedział przyglądając mi się.
- Tak to ja. - odwróciłam wzrok.
- Tak czy siak, Violet, jestem Duff.- przedstawił się chłopak, do którego kilka minut temu podeszła moja towarzyszka.
- Jestem Izzy. - przedstawił się chłopak w ciemnych włosach.
Ta, miło mi. - powiedziałam w obojętnością. Nie miałam ochoty z nimi siedzieć, ale chyba nie miałam wyboru. Usiadłam koło Izziego, a Alex obok Duffa i co chwile się obmacywali.
- Skąd się znacie? - zapytał mnie i Stevena, Izzy.
- Chciałem od niej fajki, ale mnie pogoniła. - odpowiedział z uśmiechem blondyn.
- Fantastyczna historia.
- No nie wiem. Nie lubię jak jakiś kretyn się mnie uczepia jak zmęczona idę do domu. - powiedziałam z wyrzutem patrząc na Stevena.
- No przepraszam.
- E tam było minęło, nie ważne już.
- No widzisz Adler koleżanka Ci wybaczyła. Głupi ma zawsze szczęście. - uśmiechnął się do mnie brunet. Odwzajemniłam mu uśmiech.
- Pieprz się Stradlin.
- Violet, ile masz lat?
- 16.
- I wpuścili cie?
- Jestem dobrą aktorką. - uśmiechnęłam się odpowiadając Izziemu. - A wy ile macie lat?
- Ja prawie 21, a Stradlin 23. - wtrącił Steven.
- Dzięki adwokacie. - zaśmiał się mówiąc.
Zapadła cisza, którą wykorzystaliśmy na picie alkoholu. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie, było już po 3.00.
- Musze już iść.
- Co? Czemu? - zapytali razem.
- Przepraszam, ale muszę. Pa.
Wstałam i pomachałam do nich. 

4 komentarze:

  1. Boże trzymaj mnie. Dostałam napadu ludzkiego talentu! Genialnie piszesz i naprawdę niech ktoś mnie trzyma, bo umieram z zazdrości i współczucia, że kiedyś napiszesz książkę, wydasz ją i będziesz ścigana przez paparazzi. Czekam na kolejne części!
    www.amanda-w-internacie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju,nie wiedziałam,że aż tak się spodoba Ci to co pisze :3 aż mi miło na sercu ;)

      Usuń
  2. Świetne ;) Obserwuje, bo warto.

    http://pryzmatswiata.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń